czwartek, 11 października 2012

Jak to w końcu jest z tą Limanową


Tym razem zabieramy się za GSMP Limanowa 2012, którą poniżej postaram się rozłożyć na czynniki pierwsze. Myślę, że ten temat będzie z nami przez kolejne moje wpisy, bo jest to dość ciekawa runda, która w tym roku przyniosła nam wiele ciekawych tematów do dyskusji przez cały sezon. Rozłożenie na czynniki pierwsze zajmie więc trochę więcej czasu, ponieważ będę starał skupić się na poszczególnych tematach bardziej szczegółowo niż zwykle i omówić je bardzo precyzyjnie, tym bardziej, że są to w zasadzie jedyne tak duże zawody organizowane w Polsce w wyścigach górskich.

Najdłuższa trasa w Polsce, najbardziej zabezpieczona trasa w Polsce i najmłodsza zarazem trasa wyścigu górskiego w Polsce. To trzy przymiotniki jakimi można śmiało określić zawody na trasie ze Starej Wsi do Przełęczy pod Ostrą. Organizator, a bardziej lokalne władze mocno zainteresowały się organizacją rund Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski i stworzyły na swoim terenie przepiękną trasę z nową nawierzchnią, kilometrami barier i swoim wyjątkowym klimatem.

Wracając do dużych zawodów. Mam tu na myśli rangę zawodów. GSMP Limanowa po raz drugi pojechała do FIA CEZ Hill Climb Trophy. W 2011 roku do Limanowej w ramach tego pucharu przyjechał tylko Peter Jurena, co bardzo mnie zdziwiło. Przeważnie jest to do kilkunastu zawodników z zagranicy startujących właśnie w takim cyklu. Widać tu już, że ambicje organizatora przerosły jego możliwości lub też sposób przyciągnięcia zawodników był nieprawidłowy.


Powiedzmy, że to był ich pierwszy raz w FIA CEZ, trzeci raz w ogóle w Mistrzostwach Polski. W sezonie 2012 na liście zgłoszeń pojawiło się 117 zawodników z Polski oraz Słowacji. Z liczby 117 zawodników, 23 było ze Słowacji i ani jednego innego zawodnika z krajów Europy Centralnej. Wniosek. Gdyby nie rundy Mistrzostw Słowacji rozgrywane w Limanowej, to może powtórzyłby się scenariusz z 2011 roku czyli – 1 zagraniczny zawodnik. Ale kto wie, nie chcę tu tego roztrząsać, zauważam tylko pewien fakt.

Tak czy inaczej największe zawody jak mówiłem pod względem frekwencji zawodników w Polsce i rangi zawodów. Zdecydowanie nie najlepsze ani największe, bo każda runda GSMP jest wielkim wydarzeniem, organizacyjnym, sportowym i medialnym.

Trzeba przyznać organizatorowi, że włożył w te zawody ogrom własnej pracy. Własnej czyli członków klubu i wszystkich wolontariuszy jacy pracowali przy wyścigu, za co należą im się wielkie, ogromne podziękowania. Runda FIA CEZ była bardzo poprawna, były reklamy sponsorów, bardzo mocno widoczne, był oficjalny start z bramą, była i scena, na której pojawił się właściwy człowiek, który o wyścigach górskich i motorsporcie wie naprawdę dużo, bo zjadł na tym sporcie swoje zęby jako dziennikarz TVP. Była i gastronomia, kibiców też trochę się nazbierało, co zdecydowanie poprawiło humor zawodnikom. Trochę to znaczy, uważam, że Limanowa pod względem kibiców jest w ścisłej czołówce razem z Załużem, Banovcami i Korczyną, która w tym roku zdeklasowała wszystkich na samym starcie. Zawodnicy byli zadowoleni, aż do sobotniego popołudnia.

Z drugiej strony, brakowało tak podstawowych rzeczy jak choćby toalety Toi Toi dla zawodników. Czy to aż tak wielki koszt postawić w całym parku serwisowym który ciągnie się przez 2 km kilkanaście albo kilkadziesiąt kabin, aby zawodnicy i ich zespoły mogli załatwić podstawowe potrzeby. To jedna z moich obserwacji, ale też bolączka zawodników, którzy jak jeden powtarzali mi to w kółko podczas weekendu. Druga sprawa to zwykłe chamstwo zatrudnionej Ochrony, która stała na trasie wyścigu. Tak niemiłych, wulgarnych ochroniarzy nie widziałem przez kilkanaście lat mojej przygody z motorsportem. Nie dość, że narzekali na to kibice, to również i dziennikarze, którzy byli przepędzani z każdego możliwego miejsca jak zwykłe burki. W końcu oni pojawili się na trasie wyścigu żeby wykonać swoją pracę, czyli pokazać, napisać lub przedstawić fotografie z zawodów. Tak wyglądać to nie może.

Poza kilkoma, poważnymi wpadkami, wspaniała czerwcowa pogoda dopisywała wszystkim zawodnikom i kibicom, a zawody okazały się całkiem udane dla Tomka Nagórskiego, który po raz trzeci wygrał rundę GSMP.
Tomek Nagórski - zgarnął chyba wszystko ci się dało
Jak widzicie skupiłem się na pewnych aspektach organizacji zawodów, które nie tylko mnie doskwierały lub miło zaskoczyły. Już w kolejną środę przedstawię GSMP Limanowa okiem, zawodnika, dziennikarza i kibica i opowiem o skróconych zawodach i niezadowoleniu zawodników….

A w piątek... GORĄCA... relacja z Cividale del Friuli czy ostatniej 12 rundy FIA CEZ Hill Climb Trophy prosto z Włoch... już nie mogę się doczekać, aż napiszę wam jak wyglądają zagraniczne zawody, w których wystartuje trzech Polaków - Grzegorz Duda, Piotr Oleksyk i debiutant Bartosz Wiśniowski.

Łukasz

piątek, 5 października 2012

Tomek Nagórski – czarny koń sezonu 2012



We wtorek przedstawiłem druga rundę Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski, czyli nowość w polskim kalendarzu GSMP – zawody w Jahodnej na Słowacji. Udało mi się wspomnieć o zwycięzcy tych zawodów, czyli o Tomku Nagórskim, który do tej pory sporadycznie startował w GSMP. Występ w Jahodnej miał również być takim epizodem z GSMP, ale jak później się okazało wygrywanie wciągnęło Tomka i pojechał już do końca cały sezon, stając na najwyższym stopniu podium w klasyfikacji generalnej sezonu 2012 – czego osobiście przyznam nikt się nie spodziewał.


Czarny koń? Chyba zdecydowanie tak. Tomek już podczas pierwszego występu potwierdził, że jest świetnie przygotowany zarówno sprzętowo jak i kondycyjnie i technicznie. Po raz pierwszy widziałem jak Subaru Impreza WRX jeździ właśnie w Jahodnej i wydawało mi się, że jednak zawodnik z pod znaku 4turbo nie jest tak szybki. To była jednak iluzja, bardzo technicznej jazdy po idealnym torze, bez specjalnego szaleństwa.

Oprócz bycia świetnym zawodnikiem przekonałem się, że Tomek Nagórski jest według mnie najskromniejszym kierowcą jaki startuje w wyścigach górskich. Dlaczego tak sądzę? Chyba jeszcze nikt, nigdy w mojej karierze dziennikarza nie uciekł mi z przed kamery. Tomek zrobił to już w Jahodnej podczas swojego pierwszego startu. Brak ciśnienia na bycie w mediach, na to żeby być rozpoznawanym to, to co wyróżnia Mistrza Polski GSMP 2012. Uwierzycie – zwycięzca zawodów, zawodnik, który po raz pierwszy pojawia się w sezonie, sensacyjnie wygrywa zawody i co – nie ma wywiadu? Tak nie mogło być, tym razem to ja musiałem pofatygować się i poprosić Tomka, żeby jednak zwycięzca pojawił się w wywiadzie po pierwszym dniu zawodów. Podczas kolejnych rund było już dużo lepiej i Mistrz zaczął przyzwyczajać się do naszej kameryJ.


Podczas trzeciego wyścigowego weekendu w Limanowej, a następnie w Sopocie Nagórski stanął  ponownie na pierwszym miejscu w generalce. Jednak pierwszy dzień w Sopocie to druga lokata. W Siennej tylko pierwszy dzień należał do „czarnego konia”, jak został już na stałe nazwany Tomek. Podczas 10 i 13 rundy Nagórski zaliczył dwa najsłabsze występy zajmując dopiero czwarte miejsce tuż za podium w generalce. W Banovcach podczas przedostatniego weekendu wyścigowego Tomek nie wystartował w sobotę ze względu na problemy techniczne auta, ale za to w niedzielę pojawił się na 4500 m trasie na szczyt Jankov Vrsok i zdeklasował rywali wygrywając po raz 7 w sezonie.

No właśnie na 14 rund rozegranych w tym roku, Tomek Nagórski wygrał aż 7 z nich, ustanawiając kolejno rekordy tras w Jahodnej, Limanowej, Sopocie, Siennej i Banovcach. Pojawienie się tego kierowcy w tym roku sprawiło, że po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat rywalizacja o tytuły mistrzowskie przebiegała w gronie co najmniej sześciu zawodników i ja do ostatniego dnia cyklu GSMP 2012, nie byłem w stanie wytypować pierwszej piątki, bo na tak wysokim poziomie pojawiło się nagle tylu zawodników.

Tomek był w tym sezonie wyzwaniem dla swojej konkurencji, która robiła co tylko mogła, żeby wygrać. Nie ukrywam, że dla mnie zawodnik Subaru Imprezy WRX też był wyzwaniem.

Cóż więcej powiedzieć. Gratulacje ze zdobycia tytułu Mistrza Polski Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski 2012.

wtorek, 2 października 2012

Jahodna rozczarowała, ale może jeszcze zaskoczyć.


Tak jak zapowiedziałem powracam do pisania. Postaram się bardzo regularnie w każdy wtorek i piątek dodawać nowe wpisy, moje spostrzeżenia oraz wnioski i opinie dotyczące GSMP, WPP i w ogóle motorsportu. Oczywiście chcę pokazać Wam wszystko trochę z tej innej strony, której mogliście do tej pory nie poznać.

Tym razem zacznę od zawodów GSMP Jahodna, czyli nowej rundy w kalendarzu polskich wyścigów górskich. Zaczynam od Jahodnej, bo temat otwarcia sezonu przerobiliśmy już w czerwcu i sądzę, że wszystko co chciałem napisać o zawodach rozpoczynających sezon już napisałem.
Wracając jednak do słowackiej rundy. Zawody rozgrywane były jako rundy Mistrzostw Polski, Mistrzostw Słowacji i Mistrzostw FIA Hill Climb Cup, czyli coś więcej niż FIA CEZ Trophy, ale znowu mniej niż prawdziwe Mistrzostwa Europy.


De facto do ME, zawodom w Jahodnej jeszcze daleko, ale dopiero po raz 4 zawodnicy mieli okazję wystartować w tych zawodach, które jak zauważyłem rosną w siłę. Ponad 130 zawodników to piękny wynik, którego pozazdrościmy Słowakom.

 Mógłbym pomarudzić nieco i ponarzekać na np. park serwisowy i zjazdy wszystkich zawodników z tym związane. Nieprzemyślany harmonogram, czy godziny zamknięcia drogi, które spowodowały przerwanie sobotniej rundy i zamknięcie rywalizacji tylko na jednym podjeździe wyścigowym.

Oczywiście to wszystko są niedociągnięcia, które podczas zawodów FIA Cup nie powinny mieć miejsca, ale z drugiej strony było widać, że organizator robił co w jego mocy. Tak a propos gdyby nie te małe wątki, to zawody byłyby naprawdę super, bo trasa w Jahodnej to prawdziwy majstersztyk. Początek do połowy to istna autostrada z trzema pasami, a później wlot do lasu i już bardzo kręta droga, na której trzeba uważać, ale można i docisnąć. Jaką taktykę założyć na taki odcinek? Każdy miał swoją receptę i widziałem tak różne przejazdy, że w końcu sam nie wiem jak należy poprawnie pojechać.

Medialnie zawody oceniam w 10 stopniowej skali na 8 punktów. Jeden odejmuję za brak Internetu, który w dzisiejszych czasach jest niezbędnym narzędziem pracy dziennikarskiej i nieco  pokrzyżował nam plany, ale tak czy siak daliśmy radę. Drugi minus za park serwisowy, to była naprawdę powiem bez ogródek żenada, żeby postawić polskich zawodników w błocie.

Za to wielki plus za wspaniałych kibiców, listę zgłoszeń z ponad 130 nazwiskami, za single seatery, czyli formuły, za trasę no i wyśmienitą rywalizację.

Nie można zapomnieć też o Tomku Nagórskim, który zrobił nie lada zamieszanie swoim pierwszym występem w GSMP 2012, ostatecznie zdobywając na koniec sezonu tytuł Mistrza Polski. Dwie wygrane uskrzydliły Tomka, który pojechał już do końca wszystkie zawody, z czego osobiście się bardzo cieszę, bo od tego momentu rywalizacja i przebieg całego cyklu były po prostu nie do przewidzenia.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku po raz drugi wybierzemy się do Jahodnej na zawody, z parkiem serwisowym na dole przed startem, bo w takim przypadku te zawody mogą być najlepszą rundą w kalendarzu. Przyznam, że ogólnie byłem pozytywnie nastawiony do nowej rundy, która z pewnością przyniosła zawodnikom sporo emocji, bo od dawna nie było tak, żeby każdy kto startował jechał jakąś trasę po raz pierwszy. No może oprócz Romka Barana, który chyba przeczuwał w 2010 roku, że te zawody pojawią się jako runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski.

Jestem ciekaw jakie wy macie wrażenia po tych zagranicznych zawodach. Może podzielicie się z czytelnikami, do czego zachęcam. Napiszcie parę zdań na maila lukasz@wyscigigorskie.pl, chętnie umieszczę je na tym blogu.

niedziela, 30 września 2012

Powracam po sezonie 2012

Trochę zaniedbałem tego bloga w tym sezonie, ale musicie mi uwierzyć nie miałem na to czasu, tyle działo się od czerwca do dziś. Ten sezon był dla mnie jak i całej ekipy www.wyscigigorskie.pl i Team Promotion bardzo aktywny.

Sezon rozpoczęliśmy w kwietniu od rundy Wyścigowego Pucharu Polski, następnie GSMP Korczyna, później był wyjazd do Jahodnej na Słowacji, gdzie po raz pierwszy zostały rozegrane rundy Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Od Jahodnej, co dwa tygodnie, a w czerwcu co tydzień byliśmy w innym miejscu. Limanowa, Poznań, Sopot, Sienna, Banovce, ponownie Poznań. Pierwszy weekend września to wyjazd na międzynarodowy wyścig górski St.Urban do Austrii, dalej GSMP Załuż, który zakończył sezon wyścigów górskich.

Jak sami widzicie wyjazdów było sporo, pracy przy nich też co niemiara. Podczas tego sezonu trzykrotnie przygotowywaliśmy Biuro Prasowe zawodów w Korczynie, Sopocie i Załużu. Podczas wszystkich rund oczywiście byliśmy z naszymi kamerami przygotowując relacje z zawodów. Cały czas nowe niusy na portalu www.wyscigigorskie.pl wychodziły z pod naszego pióra, co przełożyło się na rekordową ilość informacji od 2007 roku kiedy rozpoczęliśmy pracę z www.wyscigigorskie.pl.

Już od 2 października rozpocznę intensywne prace Blogerskie, w których będę chciał Wam przedstawić cały sezon 2012 GSMP oraz WPP i WSMP, skupiając się na poszczególnych wyścigach, tym co działo się w trakcie sezonu, zawodnikach, ciekawych samochodach i tematach które uważam powinny zostać poruszone. Przedstawię również oprócz naszych polskich zawodów rundy zagraniczne w których brali udział nasi zawodnicy.

Dlatego też zapraszam ponownie wszystkich czytelników, sympatyków wyścigów górskich, torowych oraz samych zawodników do zaglądania na bloga w którym przedstawię Wam motorsport moim okiem....

sobota, 2 czerwca 2012

VIII Rajd Nysa - dobry początek przygody

W ostatni weekend maja wybrałem się razem z moim przyjacielem Przemkiem, który jest moim pilotem od debiutu na Torze w Tychach, na rajd do Nysy. Musze zaznaczyć, że nie w celach turystycznych ani na oglądarkę, tylko po to aby wystartować w tej ciekawej imprezie organizowanej na Opolszczyźnie. Ósma już edycja tej imprezy zlokalizowana została jak przystało na Nysę u Pawła Dytko. Na trasie o długości 120 km zlokalizowano 9 odcinków, które jak się poźniej okazało były bardzo zmienne, zarówno pod względem nawierzchni jak i konfiguracji.  Na liście zgłoszeń 31 zawodników, a więc było się z kim ścigać. W klasie mieliśmy 5 samochodów. Peugeota 106 Gracjana Greli, który był od początku poza naszym zasięgiem, dwie Hondy CRX i kolejnego Colta. Od początku chciałem powalczyć o dobre miejsce w klasie i być w pierwszej dziesiątce generalki.  My przyjechaliśmy do Nysy Mitsubishi Coltem – typowa seria, nic w nim nie robiłem, jak stał tak zapakowaliśmy kaski i przyjechaliśmy się pościgać.

Było naprawdę ciekawie, bo wymagające odcinki okazały się dla niejednego wyjadacza naprawdę trudne. Zdecydowaliśmy, że nasz debiut w rajdzie z wieloma odcinkami potraktujemy bardzo serio. Przyjechaliśmy już o 7.30 na otwarcie biura, odebraliśmy dokumenty, szybkie BK no i jazda na zapoznanie. Opisaliśmy wszystkie trasy, nagrywając je kamera onboard. To było dobre posunięcie. Przed startem mogłem zobaczyć jeszcze z 10 razy całą trasę odcinków jakie zaraz mieliśmy pojechać. Przemek zanotował sobie moje uwagi co do trasy i byliśmy gotowi do startu.

Start honorowy zawodów odbywał się na Nyskim rynku. Była brama, był komentator, wszystko bardzo fajnie profesjonalnie. Jeszcze parę lat wstecz. Startowałem z tego rynku podczas Rajdu Festiwalowego jako samochód „0” na prawym fotelu z Krzyśkiem Szicem. Fajne wspomnienia wróciły, ale ja cieszyłem się, że w końcu to ja siedzę za kierownica i mogę sprawdzić się w walce, z której de facto jestem bardzo zadowolony.

Start i jedziemy na pierwszy odcinek. Przemek dyktuje trasę dojazdu do próby, ja już zacieram ręce na start i trochę emocji i adrenaliny. Jesteśmy czekamy i już 5, 4, 3, 2, 1 jedziemy. Pierwsza próba była dosyć ciekawa. Trelinka, bardzo brudna, auto trzymało się nawet nieźle. Pojechaliśmy bardzo czysto bez błędu ale wiedziałem, że można szybciej. Kolejna próba no i piach, brudny asfalt, szuter. Tu było mnóstwo zabawy podczas wszystkich trzech przejazdów. Tego bałem się najbardziej nie wiedzieć czemu. Okazało się wcale nie takie trudne. Przyzwyczaiłem się do jazdy po luźnej nawierzchni i drugi i trzeci przejazd były kozackie.





Ostatni odcinek robił na wszystkich największe wrażenie, bo ponoć był trudny. Cały po asfalcie, czyli to co ja lubię najbardziej. Czułem się na nim idealnie. Ciasne wąskie uliczki, trzeba było zaciągnąć ręczny nawrócić, szykana, no wszystko to co powinno się znaleźć na odcinku. Pierwszy przejazd – bajka. Kolejny poprawiliśmy o 5 sekund, a ostatni jeszcze o sekundę.

W ogóle każdy odcinek podczas każdej pętli był poprawiany, czyli progres jak najbardziej do przodu. Czułem się wraz z kolejnymi próbami jak ryba w wodzie. Tego dnia chciało mi się jeździć i robiłem to najlepiej jak potrafiłem. Przemek spisał się na medal. No była jedna pomyłka – przy mecie 4 odcinka 2 pętli krzyczał mi żebym jeszcze do mety dojechał szybciej no i co, przelecieliśmy metę. 5 sekund kary i przez to na koniec rajdu straciliśmy 6 miejsce w generalce. Ale co tam i tak byliśmy strasznie szczęśliwi.

Radość w aucie po ukończeniu ostatniego przejazdu 9 odcinka, była mega. Przybiliśmy piątkę i pojechaliśmy do bazy rajdu.

Tam oczekiwanie na wyniki. Po 2 pętli byliśmy na 8 w generalce i to już był dla nas sukces. Szczęście przyszło z wywieszeniem wyników. 7 w generalce rajdu i 2 w klasie do 1600 cm3. Sukces. Tak przy okazji to mieliśmy numer startowy 7, więc jakoś fajnie się to wszystko ułożyło. Dla mnie najcenniejsze były słowa Przemka na koniec, że zrobiłem na nim wrażenie moją jazdą, a zwłaszcza podczas dwóch ostatnich odcinków, które pojechałem no powiedzmy prawie idealnie.



Rozdanie nagród miało miejsce na rynku przy bramie startowej. Wszyscy zawodnicy stanęli poszeregowani na klasy i zwycięzców, fajnie, było dużo ludzi, były puchary - my otrzymaliśmy je od Pawła Dytko. fajna uczucie. Ja wręczałem kiedyć Pawłowi jak startował na Górze Św. Anny, a teraz role się zamieniły. Naprawdę było warto wystartować.

Pierwszy start w KJS Opolszczyzny i tak dobre miejsce cieszy i musze powiedzieć wkręca na maxa. Już znalazłem kolejną imprezę na którą chcę pojechać i potrenować. Niestety Rajd Festiwalowy w Opolu mi przepada bo jestem na GSMP Limanowa, ale w kolejnych rajdach z pewnością mnie zobaczycie.

Chciałem tu podziękować tacie za pomoc w przygotowaniu się do rajdu, Piotrkowi Andrejszyn za pożyczenie kół na zapas no i Przemkowi za wspólną jazdę jako załoga.

 


Pozdro,
Łukasz

czwartek, 31 maja 2012

Inauguracja GSMP w Korczynie – było mocno


Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, ale przyznam, że nie zmarnowanego. Ostatnie trzy tygodnie upłynęły mi pod znakiem GSMP czyli Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski, a konkretniej mówiąc inauguracji sezonu 2012, jaki miał miejsce w Korczynie. Powiem krótko na samym wstępie – czekałem 5 lat na taką inaugurację, a chyba całe swoje życie na tak wspaniałą zabawę, rywalizację i nadmiar pracy jaki dzięki zawodom 9 Wyścigu Górskiego Prządki 2012 miałem, mam i sądzę moja ekipa będzie miała przez cały sezon.
Ja i Andi 
Zacznijmy od początku. Już od stycznia w rozmowach z zawodnikami i organizatorami zapowiadałem, że to będzie wyjątkowy sezon. Przeczucie, raczej nie. To potwierdzone informacje. Można powiedzieć miałem nosa i wszystko się sprawdziło. 11 maja zobaczyłem listę zgłoszeń i około 80 nazwisk – zrobiło wrażenie. Cieszył się mój przyjaciel Marcin – Dyrektor GSMP Korczyna, cieszył się cały Automobilklub Małopolski w Krośnie. Cieszyli się również kibice, bo będzie co pooglądać, no i zawodnicy zaczęli cieszyć się 16 maja kiedy opublikowaliśmy listę zgłoszeń. 83 nazwiska – rekord inauguracji sezonu. Klasy napompowane, w czołówce 8 samochodów Open+2000 i 20 czteronapędówek, które zapowiadało ostrą walkę.

Cieszyłem się również ja i wiedziałem, że 83 nazwiska zapowiada dla mnie i całej ekipy Team Promotion i www.wyscigigorskie.pl naprawdę pracowity sezon, co potwierdziło się podczas zawodów. Podczas GSMP Korczyna firma Team Promotion prowadziła biuro prasowe zawodów i zajmowała się pełną obsługą medialną, więc nasza praca rozpoczęła się już od 1 maja.

Kiedy pojawiłem się na zawodach i zacząłem rozmowy z zawodnikami, których nie widziałem kilka miesięcy, okazało się, że każdy chce wygrać. No tak każdy chce ale tylko jeden może być zwycięzcą. Każdy był pewny swego.

Wracamy jednak do inauguracji sezonu. Organizator muszę przyznać sprawił się na 5+. Były imprezy towarzyszące, były wspaniałe zawody, które poszły zgodnie z harmonogramem. Byli kibice, dopisali zawodnicy, no i jak to bywa w Korczynie pogoda nie zawiodła – od piątku było słonecznie, ale tradycji stało się zadość i w niedzielę spadł deszcz podczas podjazdów wyścigowych.

Piątek to dzień badania kontrolnego, odbioru administracyjnego i imprez towarzyszących, jakie w organizacji Automobilklubu Małopolskiego wpisały się już w zawody Korczyny i Załuża. Trochę informacji o bezpieczeństwie ruchu drogowego, pogadanki, zaangażowanie WORD w Krośnie, to wszystko idzie w dobrą stronę. Z pewnością przyciąga i młodych i starszych. W piątek, moja ekipa zajmowała się wydawaniem akredytacji dla dziennikarzy, których pojawiło się na zawodach ponad 40.

W sobotę wszystko ruszyło z kopyta zgodnie z planem. Już od 8.00 na rynku w Korczynie stały namioty zawodników, w tym i nasz www.wyscigigorskie.pl, w którym Sebastian, prowadzi relację online, tu kibice i zawodnicy mogą obejrzeć onboardy, wywiady i materiały filmowe związane z daną runda GSMP przygotowane przez Team Promotion. Teraz możecie kupić u nas także koszulki GSMP www.wyscigiorskie.pl, aby wszyscy nas widzieli.



Ja od rana, aż do niedzieli wieczora podróżowałem po parku serwisowym z kamerą i mikrofonem, produkowałem się do mikrofonu na starcie, opowiadając kibicom o tym co usłyszałem u zawodników. Jednym słowem do domu dotarłem wykończony. To był chyba najcięższy weekend dla ekipy Team Promotion od 2007 roku, ale każdy spisał się na medal, za co muszę podziękować całej ekipie i wszystkim ,którzy nam pomagali.

Na medal spisali się też zawodnicy, którzy stworzyli wielkie wyścigowe show. Na wstępie mówiłem, że czekałem aż 5 lat na taką inaugurację i całe życie żeby zobaczyć takie zawody. Dlaczego? Była rywalizacja. Po raz pierwszy nie było jednego dominatora. Tu mogło wygrać blisko 5 zawodników, którzy stoczyli walkę jak Gladiatorzy w Koloseum. Już od pierwszych podjazdów Tomek Mikołajczyk pokazał wszystkim, że w tym roku będzie liczył się w walce o tytuł. Sobota była jego. Podium przywróciło uśmiech na jego twarzy. Kolejny gladiator w Różowej Panterze, czyli Olek Michałowski. Niby dwa dni przed zawodami wybuchł silnik, ale ja nie widziałem Olka w lepszej dyspozycji. Sobota na drugim miejscu w generalce, a niedziela wymarzone zwycięstwo na otwarcie sezonu. Tak więc pierwsze miejsca zostały podzielone – Mikołajczyk/Michałowski. Musze dodać, że w niedzielę Mikołajczyk wykręcił rekord trasy, a inni zmieścili się w sekundzie a nawet więcej w 400 tysięcznych.



Kolejni wojownicy – Andrzej Szepieniec, wyglądało na to że utrze nosa Mikołajczykowi i Michałowskiemu. Niestety w sobotę walczył z autem, a niedzielę spisał na straty. Tak czy inaczej zaliczył świetny weekend stając w sobotę na 3 miejscu a w niedzielę na 4. Jeździć zaczęło Subaru Impreza Marcina Bełtowskiego, który wymienił się miejscami z Szepieńcem. A więc mamy już 4 zawodników, którzy powalczą o tytuł. Tuż za pierwszą czwórką mamy tego o którym nie wspomniałem do tej pory, a powinienem. Mariusz Stec, tym razem 6 i 5 w generalce, jechał słabym samochodem, a nowy miejmy nadzieję pokaże nam w Jahodnej. Ja już wiem, ale honory należą się Mariuszowi, żeby zaprezentować nową broń na 2012 rok. A więc 5 w walce o tytuł?

Mamy jeszcze szybkie N grupy – Rafała Grzesińskiego i Waldka Kluzę, którzy będą ostro walczyć. Oby podczas każdej rundy, bo kibice czekają na dużą dawkę adrenaliny. Na starcie w Korczynie zabrakło jeszcze kilka samochodów Open+2000, które z pewnością kibice zobaczą już w Jahodnej i Limanowej, ale nie chcę wyprzedzać faktów i niech to będzie niespodzianka, która zachęci do przyjazdu na zawody.

Ten wyścig był dla nas, czyli ekipy www.wyscigigorskie.pl, świętem. A co świętowaliśmy? 5 urodziny istnienia portalu www.wyscigigorskie.pl. To już 5 lat, podczas których nie opuściłem ani jednego wyścigu. Niezły wynik! Z tej okazji podczas zawodów pojawił się Andi Mancin z samochodem NASCAR i wyścigowym Lancerem Evo. Miałem również okazję pierwszy raz od dawna przejechać się po trasie w trakcie zawodów (przeważnie nie mam czasu podczas zawodów na takie atrakcje). Ale tym razem się udało.

W Korczynie pojawiły się również zabytkowe samochody w ramach Podkarpackiego Rajdu Pojazdów Zabytkowych. Dużo ciekawych samochodów, które podobały się kibicom. No właśnie KIBICE. Tylu kibiców nie widziałem już dawno podczas wyścigów górskich. Od startu do mety stał prawie że mur ludzi, którzy przyszli oglądać najszybsze polskie samochody i najlepszych zawodników w kraju. To było wielkie święto motorsportu, jakie mam nadzieję powtórzy się podczas każdej polskiej rundy GSMP w sezonie 2012.

Podsumowując, zawody w skali 10 punktowej oceniam na 9+. Była zabawa, rywalizacja, piknik, wielkie show i wyścigowy weekend na najwyższym poziomie. Gratuluje organizatorom. A tymczasem wracam do pracy, której po GSMP Korczyna mam mnóstwo. Teraz szykujemy się do Jahodnej, która będzie nowością dla nas i polskich zawodników. Do zobaczenia na trasie 9 i 10 czerwca.

Pozdrawiam,
Łukasz

Łukasz Strzelecki i Andi Mancin

niedziela, 6 maja 2012

Inauguracja Wyścigowego Pucharu Polski 2012

W miniony weekend 28-29 kwietnia, wybraliśmy się na inauguracyjne rundy Wyścigowego Pucharu Polski. Tor Poznań przywitał nas idealną pogodą do rozgrywania zawodów ale również do przygotowania naszych materiałów filmowych, po które pojechaliśmy na 1 i 2 rundę. Przy okazji cały zespół Team Promotion, zażył kąpieli słonecznej już na początku sezonu, więc liczymy, że podczas wszystkich rund WPP jak i GSMP w tym sezonie będziemy mieli równie dobrą pogodę do pracy jak podczas pierwszych dni długiego majowego weekendu.

Jak już pisałem, Wyścigowy Puchar Polski rozwija się bardzo szybko i energicznie. Podczas pierwszych zawodów jakie zostały rozegrane wyjątkowo jednego dnia (dwie rundy), kibice zgromadzeni na torze mieli okazję oglądać ponad 40 zawodników. Można powiedzieć dosyć mało, ale pierwsze dwie rundy 28 kwietnia, zostały ogłoszone na dwa miesiące przed rozpoczęciem sezonu, więc nie każdy zdołał przygotować wyścigówki do inauguracji. Po rozmowach z zawodnikami, liczę, że podczas 3 i 4 rundy pojawi się co najmniej 60 zawodników, co będzie rekordem frekwencji.



Tak czy inaczej, podczas pierwszych rund zobaczyliśmy wyścigi małych Seicento i Cinquecento, których wystartowało do wyścigu w ilości 17 aut. Zawody otwierające sezon na torach, były również inauguracją a zarazem debiutem wyścigowych Kii Picanto. Swoje siły sprawdzali Krzysiek Steinhof, Kuba Sudoł i Janusz Komorowski. Autka prezentowały się bardzo fajnie, a na torze okazały się małymi bolidami.

Oprócz małych aut, mogliśmy obejrzeć typowo wyścigowe Clio, Hondy, Alfy, Ople i BMW no i Youngtimery, które zrobiły na mnie dosyć duże wrażanie. Kilka ciekawych BMW w tym białe 635 Dawida Bokieja, pomarańczowe BMW 320 E21 Łukasza Raweckiego no i Renault Alpine i Ford Escort Mk2 Arka Siewierskiego, który do tej pory startował w GSMP i podczas tego weekendu zadebiutował na torze.

W sobotę od samego rana wyposażeni w kamery, aparaty i mikrofony wyruszyliśmy na tor aby, zdobyć ciekawe ujęcia, jakie już na dniach pojawią się w relacji z zawodów oraz w klipach zawodników. To był bardzo intensywny dzień. Dwie sesje treningowe i dwa wyścigi wszystko razy dwa. W tym czasie zwiedziliśmy praktycznie wszystkie zakątki Toru Poznań, zrobiliśmy masę ciekawych ujęć. Zapraszam na www.wyscigowypuchar.pl, gdzie już w najbliższych dniach zobaczycie relację.

No tak, zapomniałem wspomnieć, że od 1 i 2 rundy WPP, rozpoczęliśmy również współpracę z portalem www.wyscigowypuchar.pl, na której publikowane będą nasze artykuły, relacje filmowe oraz materiały filmowe zawodników.

Zapraszam was do odwiedzenia kolejnych zawodów jakie zostaną rozegrane w ramach Wyścigowego Pucharu Polski już w ostatni weekend czerwca. To będą zawody połączone wraz z WSMP i FIA CEZ Trophy. Więc na pewno nie zabraknie wspaniałych szybkich samochodów, formuł, aut GT i ciekawostek dla każdego kibica.



Przy okazji załączam wam kilka fotek które udało mi się cyknąć na Torze Poznań. 


Pozdrawiam,
Łukasz